Najgłupsza cena za furę jaką widzieliście
Trudno oceniać trendy cenowe na rynku samochodów zabytkowych, ale z drugiej strony łatwo zauważyć ogłoszenia, w których cena wywoławcza proponowana przez sprzedającego dosłownie zwala z nóg. Kiedyś mnie to złościło, chciałem nawet pisać do takich sprzedających, ale z czasem zaczęło mnie to tylko bawić. Uwielbiam typowo polskie przeświadczenie o wyjątkowości posiadanego przedmiotu i o tym, że znajdzie się „koneser” lub „kolekcjoner” chcący zapłacić za wymięty szrot dziesięciokrotność jego ceny rynkowej. Jest to równie prawdopodobne co znalezienie na ulicy reklamówki pełnej dolarów, chociaż przypadek człowieka, który znalazł 10 tys. baksów na torach kolejowych świadczy, że jednak szansa trafienia na darmową forsę jest większa.
I tak wiszą, nabijając kasę Allegro i Otomoto, następujące ogłoszenia:
Senator. Fura po tuningu, co umniejsza jej wartość. Reszta, z wyjątkiem zawieszenia, elektryki, porysowanej karoserii i urwanego wydechu jest w idealnym stanie. Za takiego Senatora w znacznie lepszej kondycji Niemcy żądają 1000-1500 euro. Tu sprzedający życzy sobie 14 800 zł. Oferta od Niemca.
VW T2. Właściciel uczciwie przyznaje w opisie, że całkowicie zniszczył oryginalność tego egzemplarza fundując mu wieśniackie przeróbki, jednak najwyraźniej jest to jego zdaniem powód do podniesienia wartości auta. 95 tys. zł to ok. 20 tys. euro. A za 20 tys. euro kupimy sobie w Niemczech coś takiego: Link
Saab 900. Najdroższy chyba 900 na świecie. To ciekawe, bo to zwykłe cabrio z haka, przy czym mamy na Allegro drugie takie, równie ładne, za połowę tej ceny. A za połowę tej ceny kupimy w Niemczech też takie cacko.
I wreszcie Mój faworyt. Nadal nie mogę uwierzyć, że to nie żart. Niestety, właściciel twardo nie odbiera telefonu.
Czekam na inne propozycje!

Taa, przez głupote sprzedających wiele fajnych pojazdów z potencjałem po prostu zmarniało.
Teraz ten Maluch jest do wynajęcia – cytat:
„Cena wynajmu wraz z kierowcą
Podlega negocjacji.”
1000 zł





