Złomnik testuje: Toyota Land Cruiser V8
Mariola: tak ochrzciłem dużego Land Cruisera po pewnej brawurowej akcji, o której napiszę trochę później i wtedy wyjaśni się dlaczego. A teraz słowo wstępne: to czwarty odcinek cyklu „złomnik testuje”, w której autor złomnika (to ja) jeździ różnymi fajnymi nowymi samochodami i je opisuje, żeby zadać kłam twierdzeniu, że tylko stare auta są spoko. To taki komercyjno-marketingowy zabieg, żeby podlizać się producentom, a przynajmniej z takimi absurdalnymi zarzutami się spotkałem. Dlatego z tego miejsca, pytam Was, Czytelnicy złomnika, a jest już Was znaczna liczba, czy złomnik ma testować dalej nowe auta, czy też są one w całej swojej całości tak ohydne, że nie zasługują na zajmowanie mi cennego czasu i miejsca na serwerze?

No to teraz będzie wyjaśnienie, skąd wzięła się Mariola. Stałem na dużym skrzyżowaniu na środkowym pasie jako pierwszy pod światłami (był duży korek, to była czwarta zmiana na której czekałem). Nagle prawym pasem – przeznaczonym tylko do jazdy w prawo – nadjechał samochód, przeciął pasy dla pieszych na czerwonym świetle (ludzie pouciekali na boki) i ustawił się przede mną. Nie przepadam za takimi sytuacjami, ale rzadko kiedy mam okazję nauczyć kogoś posłuchu jeżdżąc Micrą K11. Tym razem było inaczej. Stwierdziłem, że tym razem nie będzie miętko. Zapaliło się zielone. Wdusiłem do podłogi. Land Cruiser V8 wydał z siebie dźwięk wkurwionego Lorda Vadera i wystrzelił do przodu jak dragster unosząc niemal przednie koła. Gość w samochodzie przede mną wprawdzie zdążył ruszyć, ale nie zdążył uciec. Zrobił jedyną sensowną rzecz: wjechał na krawężnik przy dość sporej już prędkości i chyba lekko się przestraszył. I stąd ksywka Mariola. Bo wiemy, czego nie ma na Mariolę. I to jest ciekawostka: nie ma już chama na Land Cruisera V8. Nie ma wymuszania pierwszeństwa, trąbienia, poganiania. Za to wszyscy ci dziękują. Najbardziej wzruszył mnie gość na trasie Zakręt-Kołbiel, który podziękował mi za to, że go wyprzedziłem.

Ciekawostka numer dwa: ludzie mogą być zdziwieni, po cholerę jest „duży” i „mały” Land Cruiser. Rzeczywiście te auta mogą wydawać się podobne. Ja już wiem: różnica między Land Cruiserem J150 (małym) a J200 V8 (dużym) jest przepastna. Stopięćdziesiątka to fajna, bogato wyposażona terenówka z oszczędnym silnikiem, taki komfortowy traktorek. Dwusetka to drogowy potwór, skurwiel, którego trzeba się bać, którego nic nie zatrzyma, który został stworzony po to, że jak gonią cię Tuaregowie po pustyni i już dopadniesz swojego Land Cruisera, to on odpali i pojedzie po wszystkim, a wieczorem możesz nim też podjechać pod Burj Dubai i nie będzie obciachu. Konsola środkowa jest wielkości Malucha, a żeby wyjąć coś z bagażnika, trzeba wdrapać się na burtę.


Kiedyś wymyśliłem sobie takich dwóch konstruktorów. Nie istnieli naprawdę, ale dobrze mi pasują: Ed Torque opracował duże silniki benzynowe V8, a turbodiesle – Rudolf Van Der Boost. I zwykle jest tak, że w silniku albo jest Ed Torque (np. w Chevy Small Block) albo Rudolf Van Der Boost (np. w 1.9 TDI). Tutaj jest i Ed i jeszcze dwóch braci Van Der Boostów. Na wolnych obrotach tego nie słychać. Wciskasz gaz i dzieje się coś autentycznie potwornego. Nie boję się mocnych samochodów – jeździłem paroma, miały zazwyczaj tylny napęd i mniej niż 6,5 s do setki, ale to w Land Cruiserze V8 odpuszczałem gaz ze strachu, bo moment obrotowy wyciskał mi mózg przez uszy. A nie oszczędzając auta (szybka jazda po trasie + kręcenie się po mieście) nie byłem w stanie osiągnąć wyższego spalania niż 16 l/100 km. Szesnaście razy pięć – 80 zł na 100 km. To nie jest dużo za jazdę takim pojazdem.



No dobra. Wjechaliśmy w teren, na piaskarnię doskonale znaną fanom off-roadu. Czas na skorzystanie z możliwości najróżniejszych systemów na pokładzie Fał Ósemki: na początek oczywiście hydrauliczne podwyższanie prześwitu. Wciskasz guzik i fura jedzie do góry. I rzeczywiście, podniesiony Land Cruiser ma taki prześwit, jakbyś zapodał mu dwa cale liftu. Przejeżdżałem przez takie wykroty (oczywiście powoli i przy asyście fotografa), że nie dałaby im rady nawet zmotana terenówka. W końcu elektronika na coś się przydała – rozdzielała napęd tak idealnie i bez zastanowienia, że ani razu nie było strachu że się zakopiemy. Oczywiście pod pionową ścianę podjechać się nie dawało, ale i tak kąt natarcia jest konkretny. A większość dzisiejszych samochodów „uterenowionych” ma ogromny zwis przedni z wielkim, plastikowym zderzakiem, który urwiemy na byle muldzie. Może tylko te koła dwudziestki to lekka przesada, w końcu to nie jest Cadillac Escalade dla bogatych raperów, tylko fura dla kogoś kto naprawdę jej potrzebuje. A hamulce, choć wyglądają na przerażająco wielkie, i tak są słabe.



Nastawiłem ścieżkę dźwiękową z filmu Bullitt na rewelacyjnym systemie nagłośnieniowym, który od tego z Lexusa różni się wyłącznie brakiem napisu „Mark Levinson”. Próbowałem ustawić nawigację – jest to bardzo trudne i denerwujące, a może po prostu źle dogaduję się z tego rodzaju systemami. To przypomina mi scenę z filmu „Blues Brothers”, w której Jake i Elwood przychodzą do sklepu muzycznego i zaczynają bawić się organami z mnóstwem opcji, a Ray Charles przegania ich, wyłącza gadżety i zaczyna po prostu na nich grać. Dokładnie tak samo jest z Land Cruiserem: te wszystkie gadżety, bajery, kosmosy, wzruszające pokrętełka do podgrzewania siedzeń są może i fajne, ale w większości samochodów służą do ukrycia oszczędności konstrukcyjnych i niedopracowania. Nawet gdyby Land Cruiser nie miał trzech czwartych z tego wyposażenia, i tak byłby tak mięsny jak najbardziej mięsne mięso ze sklepu mięsnego. Auto ryczy i zakurwia po wszystkim co istnieje – czy ono może się nie podobać prawdziwemu fanowi motoryzacji?



Na koniec jeszcze dwa smaczki:
Toyota dodaje do auta farbę do zaprawek ze starym logiem pisanym katakaną:

A instrukcja obsługi liczy sobie 574 strony:

Zdjęcia: http://syndrom.fotolog.pl
Jestem ZA testowaniem nowych dupowozów na złomniku. Czasem trzeba poznać to co złe by docenić to co lepsze
Generalnie uważam, że nowe auta mogą być ok, więc nie mam nic przeciwko ich testowaniu. Wiele (tak, wiele) z nich ma w sobie coś z dobrej stylistyki i mięcha. Więc skoro coś jest fajne, to jest, niezależnie od roku produkcji. Zresztą, któregoś dnia wszystkie stare fury odejdą w zapomnienie, bo czas płynie nieuchronnie, warto więc szukać czegoś, co po spełnieniu 500 różnych norm ma w sobie jeszcze mięso. Oto moja opinia.
Jeździłem kiedyś X3. Zupełnie niedawno przewiozłem się X5. Czytałem nawet test tegoż. Brak emocji.
Po tym teście mam ochotę wkręcić na obroty mojego vana
Chyba „najsoczystrzy” artykuł rzeczonego „autora złomnika”, jaki czytałam. A tak w odpowiedzi na pytanie: Zostaw testowanie tych jeżdżących komputerów tym z TVN Turbo i szukaj nam więcej tych cukiereczków w zardzewiałych sreberkach…
Mi testowanie nowych fur nie przeszkadza. Ciekawie czyta się testy, których samemu nie ma w żadnej gazecie. Bo przecież każda negatywna uwaga wysiada jeszcze przed drukiem, jak tylko zacznie to czytać marketingowiec producenta… Pisanie jednak, że to zakurwia – bez przesady, to tylko ogłupiające wrażenie kurwodiesla. Zakurwiać to może testowany wcześniej na łamach złomnika Genesis, albo sls amg or sumtin. To po prostu ciągnie momentem ciężarówki, zresztą wygląda też jak ciężarówka, która uderzyła w kontener na budowie i już tak zostało…
Złomniku testować nowe auta … TAK … ale tylko po to żeby się dla frajdy nimi przejechać. Osobiście systematycznie się umawiam na jazdy próbne żeby porównać nowe (gorsze) auta.
Zlomniki górą !!!!!!
A mi się ta Toyota zdecydowanie nie podoba. A to dlatego, że terenówka ma być twardym, zimnym i brutalnym sukinkotem z dieslem i na ramie… ( terenówki i ciężarówki to w moim uznaniu jedyne słuszne zastosowanie ropożłopa)V8 i luksusy to elegancki sedan, V8 bez luksusów to prawdziwy sportowy wóz.
Ale testuj dalej, ciekawie się czyta
.
A ja tam i tak wolę starą dobrą moją rodzinną FJ40
I nic mnie nie przekona do zmiany zdania.
Nowe auta jak najbardziej ! Zlomnik dobrze wie co dobre i kichy nie wciska, wiec nie widze w tym nic zlego. Chociaz recenzja mogla by byc nieco bardziej…obszerna. Co do LS V8- ma rze nie, a ta farba do zaprawek, cos pieknego
Testy wszelakie są ok.
Ale nie tylko nowych! Może by tak jakiegoś złomnika czasem dorwać? Wydaje mi się, że wielu czytelników się ze mną zgodzi. Co Ty na to?
W życiu nie chciałbym się tym przejechać, zbrzydł by mi do reszty mój stary dizelek na pompie lucasa. Później kupiłbym tanie, zajechane v8 wytargane z rozbitka/anglika, rozbebeszył całe volvo i zostawił to wszystko pod garażem aż zgnije na tyle, że żaden skup tego nie przyjmie.
Dlatego właśnie dobrze się dzieje, że szanowny autor podejmuje ten trud i nie dość, że poświęca czas na testowanie resztek dobrej motoryzacji, to jeszcze opisze to tak, że można nacieszyć się tym, co dobre w nowym złomie bez skutków ubocznych.
Bardzo lubię złomnikowe artykuły i czekam na następny, nowe auta testowane w ten sposób jak najbardziej na tak, bez ściemy i z charyzmą!
Ten test to mjód na moje serce, kocham samochody terenowe. A duży LC to jeden z ostatnich mochikaninów, choć już dość bogato nafaszerowany elektroniką i z niezależnym zawiasem z przodu. Szkoda, że dla 200 nie ma takiej opcji, jak w 105, gdzie można było wybrać 100 z sztywnym mostem z przodu.
LCV8, tak jak jego poprzednik to ulubiony samochód różnych służb, często także opancerzany, także w Polsce.
Jedno ale, taki test na piaskarni nie może udowodnić nam w 100% możliwości terenowych samochodu A czy B. LC V8 dużo może, ale jak długo jego hiper super układ napędowy i zawieszenie wytrzyma topienie w błocie? Jasne takie samochody raczej wykorzystuje się jako bazy na wyprawówki, a nie na potwory do rajdów przeprawowych. Jednak nawet samochód wyprawowy musi wytrzymać w podłych warunkach terenowych.
Na szczęście na rynku jest sporo zestawów do tuningu terenowego Toyot wszelkiej maści. No i nadal można kupić LC 7, jednak niestety już nie w Europie, cholerne Euro 5!
Jeszcze raz dzięki za ten test LCV8 i zazdroszczę wrażeń z jazdy.
Fajny jest bo to TLC . Duży TLC . Z V8 na dodatek . Ale … ciekaw jestem czy jakby mu dorobić snorkel to też jak stare TLC mógłby brodzić prawie po dach w wodzie ? Czy też 90% jego hiper per kompiuter mechanizmów nie umarła by po takiej przeprawie ? Kiedyś jakiś redaktor nowym Jeepem pojechał się pobawić w offroad . Tamten Jeep umarł po zanurzeniu go w wodzie do wysokości maski
. TLC cenie zdecydowanie wyżej , ale obawiam się o te wszystkie nowoczesne badziewie w jakiejś hardcorowej przeprawie . Ogólnie TLC 200 very ok- jestem na tak
@ Michał- jeśli terenówka ma mieć pod maską diesla i być na ramie, to jest to właśnie terenówka, bo ma pod maską diesla i jest na ramie.
@ mjr. Kurpicz- w praktyce wytrzymuje lepiej topienie, gnojenie, wyryp niż poliftowe 100-ki. J7 można kupić w Europie i zarejestrować, nawet w Niemczech. Trochę jest przy tym kombinowania, ale można
@ Lusilu- trochę dziwnie stawiasz pytanie. Snorkel, również w wersji z filtrem cyklonowym, to oferuje do tego auta i sama Toyota. Co do elektroniki- wiadomo, że zalana się zepsuje. Więc jakby brodzić po dach to nawigacja, sterowanie klimą i reszta bajerów się skończy. Ale auto będzie jechać, sam komputer jest dobrze zabezpieczony
Tyle, że elektronika tak samo się skończy w każdym innym aucie po zalaniu…
@ Rafał , nie kończy się w tym w którym go nie ma – zasada budowy cepa się kłania. Nie doczytałem postu mjr.Krupicz (sorry majorze) , ale mniej więcej o to samo mi chodziło . Choć jadąc swoim Eljotem na 200 patrzę z pożądaniem i też chętnie bym ją potestował
Złomniku, zostaw nowe furexy. Ciekawie się Ciebie czyta, bo wiesz jak myśli w słowa ubrać. Ale testując nowe auta marnujesz czas. Testuj stare! Większość posiadaczy nietuzinkowych aut z wielką chęcią udostępni je do przejażdżki – przecież to nasza wspólna pasja. Spora część Twoich czytelników ma różne dziwadła na kołach – daleko szukać nie musisz.
Toyka przednia, na miasto jak znalazł, tylko czasem miejsce do parkowania znaleźć ciężko. No chyba że lubimy się wpychać
. A prawdziwe terenówki Toyoty to można kupić tu:
http://ecom.toyota-gib.com/
Ja jeździłem XC90 V8 ale ESP itp. zabijało całą frajdę z jazdy, aż ciekaw jestem jak to wygląda w toyce.
Testy nowych aut są ok, w końcu ktoś się nie podnieca tym, że auto „żwawo przyspiesza emitując przy tym tylko 12,5g CO2/km”, ale pisze jak jest. Pomysł przedmówców o testowaniu starych aut jest świetny.
Dziękuję wszystkim za ciekawe i konstruktywne komentarze. Jestem mile zaskoczony zarówno opiniami na tak i na nie bo wszystkie są wyważone i uargumentowane. Widzę że nowe auta tak, ale nie częściej niż 2-3 razy do roku. To ma sens. Przy okazji przypominam że podpisywanie komentarzy mailami typu aaa@aaa.pl powoduje że automatyczny wykrywacz spamu usuwa je bezpowrotnie.
No tylko niech mi ktoś powie w czym taka Toyota jest fajniejsza niż DKW Munga? No, może ta puszka z farbą…
@Rafał z tego co pamiętam to w Niemczech J7 można było kupić ze starym dieslem dostosowane do Euro 3 i chyba Euro 4. To samo zresztą robili z J100. Jednak wiem, że nie dało sie ich dostosować do Euro 5. To były samochody przeznaczone na rynek bliskowschodni, przywiene do Niemiec poza oficjalną siecią Toyoty.
Co do LC200 i jej elektroniki, to znam przypadek (może ekstremalny), jak LC200 zgasła i już nie chciała zapalić i trzeba było ją cholować LC100. Oczywiście elektronika pdała głównie przez zagłuszarki, bo działo się to w Afganistanie.
Potem jeszcze było kilka przygód z tą LC200. Dobre firmy przerabiające/opancerzające te samochody modyfikują elektronikę i np.: montują starą dobrą stacyjkę zamiast przycisku „start”.
Z drugiej strony widziałem Disco 4 pokonujące rzekę i zalane do wysokości maski. Potem jeszcze je topili w błocie i nadal wszystko działało, nawet kamera cofania. Choć były to samochody oddane do dziennikarskich testów, więc może specjalnie przygotowane przez LRa
.
W terenie problemem mogą być hamulce używane przez systemy zarządzające napędem do blokowania kół tracących przyczepność. Hamulce też są używane przez elektronikę do kontroli prędkości podczas zjeżdżania. Niestety podczas długotrwałej jazdy w terenie zaczynają sie one mocno grzać, tracą wydajność, a w ekstremalnych sytuacjach potrafią w ogóle paść.
Fragment o pognębieniu śmiecia wyprzedzającego pasem do skrętu przynosi odrobinę ulgi i satysfakcji. Chociaż trzeba było już na niego najechać (może by się dało) i zmiażdżyć go wraz z całą rodziną.
Nie dysponuję niestety budzącym podobny respekt samochodem. Jakie macie dla mnie kochani rady, żeby nie pękła mi jakaś żyłka któregoś dnia?
Właściwie jego rodzina nic mi nie wadzi. Dodam jednak że manewr ten został wykonany w bardzo ruchliwym miejscu przy wyjściu z metra, a wśród rozbiegających się przed samochodem osób (mających zielone światło!) były również kobiety z dziećmi. A samochód ten to było czarne Audi A6.
Testuj nowe fury! Jasne, że tak, tylko mam jedno ALE!
By każdy tekst był tak zajebiście luźno i z poczuciem humoru napisany.
To mają być testy złomnikowe, tak jak dotychczas, a nie typowy test jaki można przeczytać np. na autogalerii.
złomnikowe testy nowych auta – zdecydowanie na tak.
to Audi to pewnie jak znam życie na rejestracjach WWL, WSC, WSK, WPI albo coś w tym stylu…
ja jestem jak najbardziej na tak jeżeli chodzi o nowsze samochody, czytając ten artykuł potrafiłem sobie w pełni wyobrazić wszystkie te sytuacje… jakbym TopGear ogladał… tylko, że lepszy
a opis, soczysty i mięsny jak sam ‘samochód’
aa i proponuje zrobić z boku jakąś zakładkę „złomnik testuje” – resztę testów musiałem poszukać razem z google. (swoją drogą również rewelacyjne teksty)
pozdro
Nowe auta trzeba testować, niestety każdego może w końcu dopaść takie nieszczęście, że będzie miał do wydania 200 czy 400 kawałków, i będzie musiał wybrać coś na co dostanie gwarancję, fakturę i inne kwity. Z całego tego zalewu badziewia, które stoi po salonach można wybrać jakieś perełki, które może nie są dobre, ale nie są do końca złe…
A o kupnie „prawdziwej terenówki” w dzisiejszych czasach można niestety zapomnieć. Szczególnie w Europie. Nie mówię,ze taka Toyota jest zła – obawiam się jednak, że gdyby trafiła na tydzień do prawdziwej terenowej eksploatacji – nie mówię o rajdach, tylko o pracy, to koszt późniejszej naprawy wyniósłby połowę jej wartości. W sytuacji, kiedy do bagażnika trzeba wrzucić metry drewna, piłę z cieknącym kanistrem z olejem, do środka wsadzić 4 drwali, zawieźć ich do lasu wąska, nie czyszczoną z gałęzi drogą rozbijając po drodze zderzakiem ze 3-4 zaspy zmrożonego śniegu większość dzisiejszych samochodów wysiada. Zderzak zostaje na pierwszej zaspie, tapicerka się podrze, wnętrza z trocin nie można umyć szlauchem. A – warto pamiętać – do takiej eksploatacji były tworzone samchody terenowe, nie do wożenia dupy na skórze po mieście…
Fajny test i fajny artykuł!
Odpowiadając na pytanie czy testować? Tak! Koniecznie!
Ale, zalecam więcej krytycyzmu i odskoczni, ale błagam nie samych pochwał i słodkiego popierdywania (proszę się nie gniewać – nie mówię, że cały art. taki jest).
To, ze LC jeździ super i nie śmierdzi, ma gigantyczny moment obrotowy, a we wnętrzu jest dużo przycisków można przeczytać gdziekolwiek – począwszy od prospektu, kończąc na Auto Szmacie (przepraszam AutoŚwiecie)!
I sczerze mówiąc, jesli miałbym czytać to także tutaj to musiałbym kupić węgiel w aptece (albo inny środek antybiegunkowy). A zrezygnować z czytania złomnika jak wiadomo nie można ![]()
Zatem życzę czysto złomnikowych-relacji! W testach trochę szpachli i drutu, a nie wosku i szamponu!
P.S.
Sam Mam m.in. Jeepa JGC (ZJ). Zmotany daje sobie rade dwa razy lepiej niż LC i też przejeżdżałem przez „taaakie wykroty”
))
P.S. II
W zeszłym tygodniu jechałem z żoną do pracy (Swoim Seatem Marbella:-). Staliśmy niczym biedroneczkla przy słoniu – obok takiego właśnie LC.
Po przedstawieniu jej zarysu i historii modelu oraz wszelkich zalet LC (wpadłem w masturbacyjny zachwyt nad ta maszyną) – ostudził Mnie zimny i krótki komentarz: „co ta jest za kupa”!?
I jak zwykle jest w kobiecym spojrzeniu wiele racji – tak właśnie LC wygląda – jak obła kupa.
dziekuje i pozdrawiam.
Uważam, że testowanie nowych aut jest dobre, jeśli jest to „najbardziej mięsne mięso ze sklepu mięsnego”, ale tylko te auta, nic innego nowego. Osobiście sądze, że ostatnio Złomnik strasznie mało Dżej Di Emu pokazuję. Amen!
wszystkiego po trochu. Nie tylko japońce.
Ja się ciesze, że złomnik ma zajebiście trzeźwe podejście do aut i zna wartość np. motoryzacji francuskiej.
@ Lusilu
Piszesz najpierw „Czy też 90% jego hiper per kompiuter mechanizmów nie umarła by po takiej przeprawie ?”. Więc odpisuję Ci, że jest duża szansa, że by umarła, jak każda elektronika po zalaniu. Jednak komputer, komputer skrzyni i zawieszenia są dobrze zabezpieczone przed zalaniem. A Ty odpisujesz, że nie kończy się w tym, w którym jej nie ma. WTF? Przeczytaj jeszcze raz swoje pytanie… Dzięki za genialne spostrzeżenie, ale jednak pytałeś o taką która jest. A po drugie to oczekujesz, że w tym aucie jej nie będzie?
@ mjr. Kupricz
J7 można zarejestrować nową w Niemczech z 1HZ-em po maską, można też wszędzie indziej
Trzeba tylko najpierw skorzystać z usług firm Holenderskich lub jednej Węgierskiej. Nie jest to tanie, ale można i przez lukę prawną związaną z Holandią będzie można. Jest to jednak drogie. Te auta to nie były wersje przeznaczone na rynek bliskowschodni, tylko po prostu zwane są Heavy Duty. Na rynku bliskowschodnim można kupić i takie, ale też takie zwykłe, wszystkie różnią się niestety od naszych wydajniejszym układem chłodzenia (od 2-3 lat podobno już nie…). Opisany przez Ciebie przypadek jest dosyć smutny, ale ja znam też przypadek zatartego wolnossącego silnika 4,2 w HZJ78 przy 180 tys. km przebiegu. Zdarza się. Oczywiście 200 ma więcej elektroniki, nawet w wersji Heavy Duty ma jej więcej niż 100-ka, choćby dlatego, że ma CR. Swoją drogą ciekawy CR, bo Rosjanie twierdzą, że bardzo odporny na jakość paliwa. W ternie problem raczej nie będą systemy, bo wszystkie, w każdej wersji można wyłączyć. Pomijam, że wersja Heavy Duty tych systemów nie posiada, a na liście wyposażenia dodatkowego do niej jest opcja rezygnacji z guziczka start na rzecz stacyjki (darmowa!) Na forum Land Cruiserowym można już znaleźć jakieś info o wyprawowym zastosowaniu 200-ki (można jeszcze nie u nas) i opinie są pozytywne. Można płakać, że to, że tamto, że CR, ale po prostu jakby nie to wszystko to po prostu tego auta w ogóle byśmy kupić nie mogli, więc…
@nightrider To wtedy kupuję się nowego Defendera, bądź Massif’a
@Cziken Rozumiem, też lubie wszelaką motoryzację ale ostatnio temat japońców zanikł. Swoją drogą zapalmy znicz wszystkim samochodom, które skończyły żywot w wschodniej japonii. Niech prawdziwa motoryzacja będzie z wami.
Ehhh…, widzę, że dla WB ironia jest abstrakcyjna, jak miska olejowa od trabanta. Następnym razem po prostu podpiszę się jako facet, bo babę przecież zawsze wyśmieją.
Tak, tak, baby są głupie a faceci to świnie. Nie ma to jak dobre stereotypy społeczne.
PRZECIW, lansiarskie fury dla tlenionych blondynek i ich misiów to coś, z czym walczymy,
Nie twierdzę, że świnie, mam tylko na myśli to, że takie słowotwórstwo w wykonaniu mężczyzny odebrane byłoby jako żart. A, że się kobita postanowiła w temacie motoryzacji udzielić, to trzeba ją do garów z powrotem odesłać…
@Rafał ,dziękuje za genialne tłumaczenie ale to genialne spostrzeżenie jest takie że te wszystkie pierdoły do offroadu nie są potrzebne i można auto bez nich skonstruować właśnie po to żeby wyeliminować umieranie przekombinowanej elektroniki w ekstremalnych warunkach (miedzy innymi do takiej też jazdy są TE auta konstruowane , prawda?) która z zasady jest po to żeby było właśnie drogo i przekombinowanie nie koniecznie korzystnie i przyjaźnie dla właściciela . Mam styczność z przekombinowanymi nowoczesnymi autami również z rodziny Toyoty np. dużym L w logo i ta przekombinowana elektronika szwankuje w nowych autach podczas normalnego użytkowania więc w off-rodzie nie chyba ,ale napewno coś się szybko spier..niczy , i nie mówie tu o jeździe testowej w jakiejś piaskownicy i pokonaniu rozpędem kilku kałuż . Dlatego w tym przypadku stare vs nowe może się okazać lepsze, praktyczniejsze , bardziej odporne , ale mniej lanserskie i gadżeciarskie .W takich hiper-duper autach nie tylko jest komputer silnika i skrzyni , ale cała masa czujników gdzie często w przypadku awarii jednego auto przechodzi w tryb awaryjny i ledwo pełznie po asfalcie nie mówiąc już o wyjechaniu czy przejechaniu jakiegoś ekstremum , jeśli wiesz o czym piszę .
Nie wiem skąd taki dziwny pogląd. Żenujący błąd ortograficzny w wykonaniu mężczyzny jest równie żenujący w wykonaniu kobiety. Ortografia nie ma płci. To ja robię zamierzone błędy ortograficzne w materiałach na złomniku żeby coś podkreślić.
Łooo… jacienie… sam wielki UAZ* (*Uwielbiony Admin Złomnika- przyp. tłum.) we własnej osobie prowadzi ze mną dialog… Otóż „żenujący błąd ortograficzny” miał właśnie na celu podkreślenie „przezajebistości” artykułu… Tego słowa również nie ma w polskim słowniku, tak samo z resztą jak „złomnikowy”, ale widocznie są równi i równiejsi…
Nie, tylko Ty wiesz o czym piszesz. Powszechnie wiadomo, że jesteś absolutnie jedynym człowiekiem posiadającym wiedzę o autach terenowych i ich użytkowaniu. Tylko któryś raz z rzędu zwrócę Ci uwagę, że MASZ ABSOLUTNY PROBLEM Z CZYTANIEM ZE ZROZUMIENIEM i przy okazji jeszcze większy z rzeczowym argumentowaniem. Piszesz jedno, ja Ci odpsiuję i to argumentuję, a Ty wtedy odpisujesz jakieś kocopoły konkretne jak rozkład jazdy w PKP. Zadajesz pytanie, dostajesz odpowiedź, udajesz że pytanie było inne? Biadolisz o tym, że stare było lepsze, bo prostsze itd. Gdzie Ci ktoś napisał, że jest inaczej??? To wszyscy wiedzą, nikt tego nie neguje, jest to oczywiste. Tutaj chodzi o to, że nowy wóz robi robotę prawie jak stare co jest ewenemntem. I pisanie tutaj znowu nudnej formułki o tym, że kiedyś było lepiej zużywa tylko niepotrzebnie Twoją klawiaturę. Myślę, że powinieneś nawet napisać gościom jeżdżącym bezproblemowo 200-kami na Syberię, że nie dojadą. Mimo, że dojechali to Twoja rada okaże się zapewne arcypomocna. Twoje genialne spostrzeżenie naprawdę robi wrażenie (to tak jakbyś spostrzegł, że za dnia jest jaśniej niż nocą), ale zauważ, że to nie jest samochód który ma wygrać Rainforest Challenge. Tak te auta są skonstruowane m.in. do takiej jazdy o jakiej piszesz co w praktyce dla większości klientów oznacza 5% przebiegu po drogach szutrowych. Więc jeśli przy okazji to auto spełniania się jako coś większego od rodzinnego vana, robi w terenie i nie bardzo ma jakąkolwiek konkurencję (został Range, niestety aktualny choć bardzo dobry to już nie do „motania”) to perspektywa się zmienia. Przeczytaj raz jeszcze tekst Notlaufa, komentarze, może lepiej ze trzy razy i odpowiedz sobie na pytanie czy prowadzisz z kimś miłą dyskusję czy walczysz z brakiem zrozumienia tekstu pisanego i swoimi frustracjami.
a ja lubie napisać „złomnikowy test złomnika”, bo od razu wiadomo o co chodzi. Tak samo jak lubie zwrot, że „fura zapierdala”
A Pani co? Polonistka?
Co do równych i równiejszych to się zgadzam. A ja nie jestem adminem. Ja jestem autorem. Z tego miejsca pozdrawiam admina i dziękuję za to że złomnik funkcjonuje bez zarzutu.
Rafałku bredzisz TY ,próbując mnie koniecznie zaatakować i jakieś swoje frustracje wyleczyć
Napisałem że 200 MI SIĘ PODOBA , i JESTEM NA TAK ,a strona na której się znajdujemy to złomnik więc niedowartościowany frustracie mogę też wyrazić swoje zdanie na temat przekombinowanej elektroniki i wyższości w tym wypadku aut starszych stricte terenowych które jej nie posiadają , a Twoje teorie interesują mnie przy tym tyle co śnieg który 4 lata temu leżał na moim polu
Więc skończ te swoje nudne monologi bo na dodatek sam przyznałeś mi rację :
„Biadolisz o tym, że stare było lepsze, bo prostsze itd. Gdzie Ci ktoś napisał, że jest inaczej??? To wszyscy wiedzą, nikt tego nie neguje”
Aa i Rafałku nie biadolę bo to robisz TY swoimi nudnymi monologami, tylko stwierdzam fakt
Defender to porażka jakościowa, w tych samochodach generalnie wszystko się psuje
Nie nie przyznałem Ci racji, przyznałeś mi ją natomiast właśnie Ty, bo cytując mnie znowu udowodniłeś, że kompletnie nie rozumiesz co czytasz. Napisałeś to w odpowiedzi na argumentację, po odpowiedzi na Twoje pytanie. Może kolejność komentarzy na Złomniku Ci się miesza? Zapewne nie rozumiesz też, że jest spora różnica w pisaniu do kogoś, że wyładowuje frustracje, a w pisaniu do kogoś że jest niedowartościowanym frustratem. Ale nie to, żebym był zaskoczony tym „agrumentem” w dyskusji z Twojej strony. Chociaż, żeby uniknąć wzorcowej ‘placzkowatości’ można po prostu napisać- nie zgadzamy się, nie rozumiemy, miłego wieczoru.
@ Night Rider- napisz coś więcej o nowym Defnderze jak wiesz, bo ciekawi mnie jego jakość. Opinie są delikatnie mówiąc skrajne.
Borze, już chyba siódmą godzinę czytam te komentarze… Ile można? Ciekawym jest, że tak długa wymiana zdań zazwyczaj pojawia się przy nowym aucie.
Panowie, wypadałoby chyba przywitać na tych łamach pierwszą, jak sądzę kobietę.
Przechodząc do ad remu (to żarcik): wydaje mi się, że z tymi nowymi i starymi autami jest trochę jak z zabytkami i dziedzictwem kulturowym. Nowe do dupy, stare cacy. W Polsce zabytkiem staje się budynek XIX-to wieczny, niezależnie od obiektywnej wartości architektonicznej. Jednocześnie burzy się perełki architektury współczesnej (jak Supersam), bo nie są stare i źle się kojarzą. W Szwajcarii wpisano do rejestru zabytków dwuletni budynek, bo uznano, że jest niezwykle wartościowy. Z samochodami chyba jest podobnie. Dzisiaj sikamy po nogach patrząc na auta, które w latach swej młodości były przeciętne albo nieudane, tylko dlatego, ze są stare. A wstydzimy się przyznać, że podoba nam się jakieś współczesne auto. Panowie (i Pani, albo odwrotnie), Trochę dystansu. Jak jest coś ciekawego, można się przejechać, czemu nie.
A w innej kwestii: takich wałów na drodze tępię, jak mogę. Uważam, że bydło trzeba uświadamiać, że jest bydłem, bo samo tego nie wie. Mi też kiedyś żyłka pęknie, nie ma co…
-Ta To, dziękuję za odrobinę przychylności.
-Cziken… tu w ogóle nie o to chodziło. Mi osobiście podobały się stwierdzenia, że auto „zakurwia po wszystkim, co istnieje”, czy wydało dźwięk „wkurwionego Lorda Vadera”. Jak już bawimy się słowami, to bawmy się wszyscy.
Miłego Dnia, pozdrawiam
To ja z lekkim opóźnieniem powrócę do kwestii czy testować – otóż przy złomnikowym stylu pisania nie miał bym nic przeciwko czytaniu na tej stronie nawet testów sokowirówek i aparatów ortodontycznych. Jestem zdecydowanie na tak!
O Defenderze powiem szczerze – jedni znajomi mają Defa chyba sześcioletniego, z salonu, od nowości. Na początku nie było tragedii, ale już pod koniec gwarancji (rocznej, jeśli pomnę), zaczęło się – a to pękło mocowanie koła na drzwiach, a to pękła szyba w tychże drzwiach, a to cośtam ze sprzęgłem, pojawiły się tragiczne luzy w układzie napędowym, etc. Jak samochód osiągnął wiek dojrzały, czyli 2-3 lata, to plastiki w środku zaczęły odpadać, jedne z drzwi przestały się zamykać, ogrzewanie przestało działać, urwał się amortyzator, etc. Potem padła elektryka – generalnie dopiero po wymianie połowy wiązki idącej do tyłu samochód zaczął współpracować – wcześniej nie działała pompa paliwa. Średnio raz w roku topi się wyłacznik świateł, który działa bez przekaźnika. Immobiliser (nie pamiętam, czy fabryczny) zadziałał na tyle skutecznie, że właściciel musiał wzywać lawetę. Znów sypnęło się sprzęgło, które trzeba tu widocznie wymieniać częsciej niż rozrząd w Oplu. Poniżej -15 jest praktycznie nie do odpalenia. Mam pisać dalej? Samochód jest użytkowany spokojnie, praktycznie żadnego terenu, nigdy nie był utopiony, zamoczony, etc. Aaaaaaaa, miało być o nowym, a nie sześcioletnim. Ok, to jedziemy. Drugi samochód – w tej chwili ma chyba póltora roku, z czego ze 2 miesiące spędził w serwisie. Na razie zaczyna się podobnie – od pierduł. Permanentnie psuje się ogrzewanie i klimatyzacja. Szyba się przestała otwierać. Powoli zaczynają się pojawiać problemy mechaniczne – czyli generalnie historia się powtarza…
I – żeby było jasne – nie mam nic przeciwko Land Roverom. To fajne samochody, dobrze robią w terenie, ale jakość – delikatnie mówiąc – nie jest ich mocną stroną…





