Jaktajmer alert: Fiat Siena i Palio Weekend

Dobry wieczór i witam w dziale Jaktajmer Alert, w którym opisuję samochody z dużym potencjałem na zostanie youngtimerem, ale zarazem takie, które na ten status muszą poczekać jeszcze ze 2-3 lata. Dziś będziemy omawiać włosko-brazylijsko-polskie żelazo z numerem wewnętrznym 178, czyli krótko mówiąc, modele Siena i Palio Weekend.
W drugiej połowie lat 90. XX w. Fiat ciągle był niemal monopolistą na polskim rynku. Musiał walczyć tak naprawdę tylko z Daewoo-FSO. Kupno nowego samochodu niemal z automatu oznaczało wybór Fiata lub Daewoo. Mógł więc pozwolić sobie na najprzedziwniejsze ruchy marketingowo-modelowe i mieć pewność, że przy odpowiednio skalkulowanej cenie, Polacy tłumnie ruszą do salonów po nowe auta, zwłaszcza że import samochodów używanych był wtedy jeszcze mocno utrudniony (z tego co pamiętam, przez jakiś czas stosowano 65-procentową akcyzę względem samochodów sprowadzonych, oczywiście dzięki lobbingowi koncernu Fiat i Daewoo-FSO).

Pojawienie się w Polsce modeli Siena i Palio Weekend było szeroko komentowane. Nie znano jeszcze wtedy określenia „samochód na rynki wschodzące”, ale bardzo dużo pisano o tym, że projekt tych aut jest przygotowany z myślą o rynku brazylijskim, jednak dzięki temu sprawdzą się też dobrze w warunkach polskich. Dość zagadkowe było pozbawienie polskich klientów hatchbacka, którego o dziwo sprzedawano we Włoszech i to w bogatych wersjach 1.6 z klimatyzacją. Zwłaszcza, że przecież modele Fiata z serii 178 przede wszystkim celowały w głównego rywala, którym był Daewoo Lanos. Tyle że Polaki spragnione prestiżu kupowały głównie Lanosa sedana, postanowiono więc walczyć sedanem, a oprócz tego – bardzo rozsądnie – dorzucono do gamy kompaktowe kombi. Tanie, kompaktowe kombi. Rozumiecie to? To jest typ samochodu, który w ostatnich latach wymarł, co jest totalnym kretynizmem w stosunku do polskiego rynku, ponieważ Polak przede wszystkim uważa właśnie kompaktowe kombi i bez takiego auta w ofercie nawet nie ma co marzyć o zawojowaniu rynku. Trochę rozumie to Renault, trochę Skoda, a ostatnio pojęła to Toyota, robiąc z powrotem kompaktowe kombi w postaci Aurisa „Touring Sports”, reklamowanego w Polsce jako „TS kombi”, żeby polski klient nie pomyślał, że go obrażają.

Wyścig koni Palio di Siena, od którego te modele wzięły swoją nazwę

No ale wróćmy do Fiata. Podobnie jak w Lanosie, nie zaoferowano diesla. To znaczy początkowo nie zaoferowano diesla. Potem, jak dokonano liftingu i zaczęto sprzedawać Palio Weekend w Niemczech, a Sienę przemianowano na Albeę, to diesel się pojawił, ale trafił tylko do kombi. I nie na polski rynek. Była to normalna praktyka w tamtych latach: producenci nie oferowali u nas diesli, ponieważ były drogie. Nic nie szkodzi, że polski klient marzył o dieslu i był gotów sporo za niego zapłacić. Nie i koniec, nie bo nie, bo po co się starać, jak i tak nowe auta się sprzedają, klienci są głupi i nic nie wiedzą. Sami wiecie, dokąd prowadzi tego typu arogancja rynkowa.

Ten hatchback nie był taki zły, chyba najlepszy z całej gamy

Nawet jak na rok 1997, Siena i Palio Weekend były nietypowe z wyglądu: wąskie i wysokie wanny z ogromnym prześwitem i wnętrzem prymitywniejszym niż statusy Cejrowskiego na fejsbuku. Tak się po prostu robi samochody na rynek brazylijski: odarte z wyposażenia, proste, mocne i jak najwyżej zawieszone, ponieważ w północnych częściach tego gigantycznego kraju, drogi asfaltowe są dużą rzadkością. Zresztą w Brazylii cokolwiek pozytywnego i sensownego jest rzadkością. Czasem wydaje mi się, że to najgorszy kraj na świecie. Abstrahując jednak od Brazylii, uznano, że Polska to również wciąż kraj wschodzący i potrzebne nam są właśnie takie tanie, proste auta. I to było bardzo słuszne stwierdzenie. Nasz rynek motoryzacyjny nawet teraz, prawie 17 lat po debiucie Palio i Sieny, jest (jeśli chodzi o preferencje) bliższy rynkowi ukraińskiemu niż niemieckiemu. Gdyby w Polsce sprzedawano auta dostępne na Wschodzie, to całkiem nieźle by szły: wytrzymałe, benzynowe pojazdy z możliwością łatwego zagazowania, bez DPF-ów, turb, wtrysków bezpośrednich i innych rzeczy, których polski klient nie trawi.

Wcale nie była taka nieproporcjonalna. No, może trochę…

Zgodnie z przewidywaniami, Siena i Palio Weekend sprzedawały się znakomicie. Znakomicie, ale krótko. To dokładnie casus Lanosa i Matiza: były absolutnymi megahitami, ale przez rok-dwa. Potem rynek nasyca się tym tanim produktem i zaczyna spoglądać w kierunku czegoś nowego. Odwrotnie niż w klasie luksusowej, gdzie można tłuc jednego Rollsa przez 20 lat i nikomu to nie przeszkadza. W Polsce po wygaśnięciu eksplozji popularności Sieny i Palio Weekenda ich miejsce zajęło Renault Thalia, które w pewnym momencie samo z siebie robiło 3% polskiego rynku.

Sam znam 3 osoby, które kupiły Sienę lub Palio Weekend. Ojcowie moich dwóch kolegów: jeden kupił czerwonego sedana 1.6 HL na wypasie (inne wnętrze niż standardowy model), drugi – podstawową wersję 1.2, którą od razu zagazował i jeździł nią prawie 13 lat, pokonując 330 tys. km. W tym czasie nie doszło do żadnej poważnej awarii z wyjątkiem tego, że przerdzewiały progi i zaczęła wypadać podłoga. Naprawa blacharska nie była jednak przesadnie skomplikowana. Po pokonaniu tego dystansu samochód został sprzedany handlarzowi chyba za 1000 zł. Pamiętam jednak, że przejeździłem z tymże kolegą (pozdrawiam go z tego miejsca) wiele kilometrów tym autem i wspominam je naprawdę dobrze. Był to taki wół roboczy, który zawsze dawał radę. Ogromny bagażnik, duża odporność na katowanie, części za 5 zł – żyć nie umierać.

Ostatnią osobą w moim otoczeniu, która kupiła model 178 – tym razem Palio Weekend – była moja ciotka. Jej poprzednim samochodem było trzydrzwiowe Uno, ale chciała mieć kombi, z tego też względu nie zdecydowała się na Lanosa. Była to również bazowa wersja 1.2. Pamiętam, że to co mnie w tym samochodzie trochę odstręczało, to było ekstremalnie ubogie wyposażenie. Nie przeszkadzał mi szczególnie brak wspomagania, ale ciotce trochę tak. Przebolałbym blachę w kabinie – co to komu przeszkadza, przebolałbym brak obrotomierza i szyby w korbie – w końcu to też nie jest jakoś szczególnie istotna wada, ale jednej rzeczy przeboleć nie mogłem. Było to wycięcie w tablicy przyrządów na zegar elektroniczny, w miejsce którego włożono zaślepkę wykonaną z najgorszego plastiku, jaki da się wytworzyć. Uważałem – i do dziś uważam – że jest to działanie karygodne. Tak, jasne, koszty produkcji i unifikacja wymagają, żeby produkować identyczny wtrysk z formy z otworkiem na zegar do wersji z zegarem i bez, a stosowanie zaślepek to akurat nie do końca domena Fiata, tylko Volkswagena. Jednak w tym przypadku było w tym coś ohydnego, taki jakby otwarty przekaz: nędzny biedaku bez kasy, kupiłeś sobie bazową wersję i dostajesz gniota, a my śmiejemy ci się w twarz, że nie było cię stać nawet na dopłatę za taki gówniany zegarek wart 3,50 zł. Oczywiście natychmiastowo zakupiłem na szrocie stosowny zegarek (pasował z Uno) i zamontowałem go w z góry zaplanowanym miejscu – zgadnijcie, czy postarano się chociaż o usunięcie z wiązki przewodów, w które wystarczyło się wpiąć, żeby zegar działał (hint: nie).

To wprawdzie wersja RHD, ale widać o co mnie się rozchodzi

A najgorsze, że jak te łachudry zrobiły Palio na rynek indyjski i południowoafrykański, to wywalili to wycięcie na zegar, żeby nie denerwować ludzi.

Palio i Siena/Albea nie doczekały się w Polsce następców. Weszliśmy do Unii, weszły nowe przepisy, normy i obostrzenia, od tej pory wszystko musiało być nowe, lepsze i wspanialsze. Inna rzecz, że ci następcy nie sprzedawaliby się już tak dobrze, chyba żeby ich gruntownie przeprojektowano z myślą o zmienionych gustach polskich nabywców. To jednak też by nic nie dało, ponieważ otworzył się rynek aut używanych z Niemiec i zostaliśmy nimi zasypani po kokardę. Żaden z posiadaczy modelu 178, których znałem, nie zdecydował się więcej na Fiata. Jedno z aut zostało zastąpione Focusem, drugie – Fusionem, a trzecie – używanym Golfem 1.9 SDI.

Po liftingu było milion razy lepiej z tym wnętrzem

A teraz, ile razy nie pójdę na złom, to zalegają tam masy Sien i Paliów Weekendów. Ich czas się kończy i „odpływają na zachód” jak elfy u Tolkiena. Wkrótce nie zostanie już żaden, a wtedy zorientujemy się, że to jaktajmery.

Nie dość że jaktajmer to jeszcze ROOT!

Jeszcze anegdotka dotycząca projektu 178: za wygląd zewnętrzny tego modelu odpowiedzialna była firma Centro Stile I.D.E.A. Nie wiem czy wiecie, ale prowadzili ją sami osobiście Cytryn i Gumiak, którzy uznali, że skoro raz sprzedali projekt Fiatowi, to ten sam projekt można ożenić firmie Tata, która też przyszła do C.S. I.D.E.A. z prośbą o zaprojektowanie taniego w produkcji (w sensie: nie za skomplikowane oblachowanie), estetycznego auta miejskiego. I tak powstał model Tata/Rover CityRover oraz Tata Indigo. Fiat i Tata konstrukcyjnie nie miały nic wspólnego, po prostu C&G w osobie Jakże Godnych Szacunku i Podziwu Włoskich Projektantów uznali, że można sprzedać drugi raz to samo, tzn. projekt, do którego prawa odsprzedano Fiatowi i nikt się nie kapnie. Kapnął się. Szybciej niż się spodziewano. Był to koniec centrum stylistycznego I.D.E.A.

Podobnie jak Siena i Palio oznaczały koniec pewnej epoki w Polsce: epoki samochodów robionych na rynki wschodzące. Od tej pory my Polaki dostajemy tylko to co najlepsze, najnowocześniejsze i najwspanialsze na świecie. Ale my Polaki so głupie ziemniaki i wolimy używane auta od Niemca, zamiast karmić koncerny motoryzacyjne kupując ich coraz cudowniejsze i coraz mniej trwałe produkty.

Wcale nie taki KAU.